Uniwersalne zestawy ubrań

Jest drugi sposób, trwalszy, ożywiania tzw. uniwersalnych zesta­wów, które zmuszeni jesteśmy wciąż nosić. Jeśli ktoś jest pewien swe­go dobrego gustu, może „wziąć w cudzysłów” swój styl ubierania się. Można przecież zademonstrować, że nie bierzemy tego wszystkiego poważnie. Raz wsadzimy wielokolorową chusteczkę do zewnętrznej kieszeni marynarki (kto odważniejszy, wepchnie kwiat do butonier­ki, jak angielscy dżentelmeni za czasów królowej Wiktorii), a to zgrabnie zawiążemy na szyi fular. Nie wiecie, co to jest? Jedwabna chusta lub szalik, wypełniający trójkąt przy szyi po rozpięciu koszuli. Bowiem, choć to budzi zaskoczenie, koncept z rozpiętą koszulą przy garniturze uważany jest za elegancki i dopuszczalny nawet przy takich okazjach jak teatr, imieniny, wizyta u przyjaciół (przyjaciele w ogóle wiele zniosą). A dlaczego właśnie fular jest tak szanowany? Bo trudno go wytwornie i trwale zawiązać, a także znaleźć efektowny materiał. Ten przykładowy fular ma demonstrować odświętność do pracy się go nie używa. Dlatego też nie sugeruję muszki, choć ma zawziętych wielbicieli. Jest ona zbyt sylwestrowokarnawałowa.