Rozpowszechniane obyczaje

Panuje obyczaj (nawet się rozpowszechnia) tytułowania nadanym kiedyś tytułem po odejściu ze stanowiska, aż do grobowej deski. Dotyczyło to kiedyś prezydenta, ambasadora, rektora i profesora a dziś także wiceministra, podpułkownika, zwanego oczywiście puł­kownikiem, czy emerytowanego redaktora. Tworzy się w ten sposób świat zbudowany z pozorów, ale te pozory też trzeba znać. To w koń­cu drobna ludzka słabostka zaludniać ojczyznę tuzinami premie­rów, mendlami ambasadorów i pułkami pułkowników. Aha! Już tylko dla porządku przypominam, że do odległej prze­szłości należy tytułowanie żon według zawodu mężów. W utrzymywaniu tytułu domyślać się można pewnej przyczyny „or­ganizacyjnej” wyobraźmy sobie moment uroczystego rozmieszcza­nia gości przy stole „tu proszę pana profesora, a tu panią Zofię” (czyli żonę profesora)… Dość niezręczne, prawda? Oczywiście nie do tego stopnia, by te archaiczne formy stosować!

Znalazłeś się tutaj dzięki współpracy z poniższym serwisem:

Both comments and pings are currently closed.
error: Content is protected !!