I jeszcze trochę o zwierzaniu się

Im ktoś nam bliższy (rodzina, przyjaciele), tym „zakazanych” te­matów rozmowy mniej. Bo właśnie: komuż się w końcu poskarżyć na złośliwego szefa, na chimeryczne koleżanki z biura, na życie w ogóle jak nie bliskim? Wszystko ma jednak swoje granice. Czy mamy im psuć humor tylko dlatego, że nam ktoś zepsuł? Dawkujmy narzeka­nia wobec swoich najbliższych, także we własnym interesie, bo prze­cież nie chcemy ich sobie zrazić, prawda? Życie uczy, że nawet świę­ty zacznie się bronić przed zbyt wylewną serdecznością, tym bardziej jeśli pozna się na mieleniu tego samego raz po raz. Bo my, „miłośnicy wyznań osobistych”, na ogół się nie kontrolujemy. A trzeba! Gdybyśmy byli w stanie słuchać własnej przemowy i wyciągać wnioski z zachowań rozmówców… Na pewno dałoby się wyczuć, kiedy przeholowaliśmy, i zwyczajnie zmienić temat. Ale my, nie tokujemy i tokujemy…

Znalazłeś się tutaj dzięki współpracy z poniższym serwisem:

Both comments and pings are currently closed.
error: Content is protected !!