This is default featured slide 1 title

This is default featured slide 2 title

This is default featured slide 3 title

This is default featured slide 4 title

This is default featured slide 5 title

Bezinteresowna pomoc

Jeśli ofiarodawcą jest ktoś bliski, to mó­wi się, że chciał prezentem bezinteresownie pomóc. Ale za pomocą kryształowej patery?! Są też okoliczności łagodzące. Sam fakt, że ktoś potrafi połączyć kosztowny prezent z jakąś okazją świąteczną, nawet jeśli będzie to Dzień Babci, świadczy, że szukał sposobu, by odbiorcy nie urazić. Bo przecież są i tacy, którzy słysząc o czyimś niedostatku, chwytają za portfel i zamiast patery bez żenady wręczają banknot. Wtedy ten drugi unosi się ambicją, odrzuca prezent (choć ma pustki w portfe­lu) i bardzo głośno przyrzeka, że już nigdy nie wspomni o swoich kło­potach czy niedostatku. Konflikt gotowy. Ofiarowywanie pieniędzy to delikatna operacja, nawet w bliskiej rodzinie. Przede wszystkim obowiązuje zasada taktyczna tylko bez demonstracyjnych gestów! Zachowujemy się, jakby chodziło o kupno precla (chociaż wczoraj przed snem długo rozważaliśmy, ile możemy dać, żeby nie za dużo). W drugą stronę przeholować też niedobrze, bo jeśli ktoś się okaże tak dobrym aktorem, że go uznają za milionera, może nie doczekać się podziękowania, a to też nieprzyjemna sytuacja.

Czy na pewno lepsze są prezen­ty drogie od prezentów tanich?

Najpierw warto sobie zadać pytanie: czy na pewno lepsze są prezen­ty drogie (jeśli nas na nie stać) od prezentów tanich? Odbiorcy powin­ni być z tych drogich szczególnie zadowoleni ale często niestety, nie są. Zdarza się, że uważają ów poważny wysiłek finansowy za coś w ro­dzaju jałmużny. Prezentu z jakiejś tradycyjnej okazji, imieninowej czy świątecznej, nie sposób nie przyjąć, ale taką „zapomogę”… Kłócą się więc i obrażają ludzie najczęściej w rodzinach, bo owe wystawne pre­zenty zwykle stamtąd pochodzą. Prezent zwyczajowo rodzi obowiązek rewanżu (albo przynajmniej powinność) a tu pieniędzy na to brak… „Zastaw się, a postaw się”, mawiali dawni Polacy, a i współcześni też tak myślą. Niestety, od myślenia pieniędzy nie przybywa.  Zanim więc ktoś wyda „trzynastkę” na kupno w prezencie krysz­tałowej patery do owoców (obdarowany będzie i tak nadal jadł śliw­ki z plastikowej torebki), powinien zastanowić się chwilę z jaką in­tencją chce ten prezent przekazać? Jeśli tylko postanowił popisać się zamożnością, to może boleśnie dostać po nosie.

Co w prezencie?

Otworzyłem słownik wyrazów obcych i co tam widzę? Nawet sło­wo „prezent” jest obce, zostało zapożyczone z francuskiego! Czyżby szacowni nasi przodkowie nie mieli zwyczaju obdarowywania się po­darkami? A przecież już w Gnieźnie, podczas spotkania Bolesława Chrobrego z Ottonem III bez nich się nie obeszło (włócznia świętego Maurycego), tylko nazwa była inna. Kłopoty z prezentami wciąż trwają. Wymyślono je po to, by sobie kogoś zjednać, ucieszyć, wynagrodzić, gdy tymczasem bywa zupełnie inaczej: prezenty stają się zarzewiem konfliktów. Jakbyśmy się poru­szali po polu minowym…Tak więc, po pierwsze: ostrożność nie zawadzi.

Pan kontuszowy

Ale przecież dotyczy to także Polski szlacheckiej. Kto to był pan kontuszowy, wiedział wtedy każdy, także kto karmazyn (szlachcic wysokiego rodu, z prawem do używania karmazynowego żupana). Konfederatkę na głowie nosili konfederaci barscy, a potem ci, którzy chcieli zademonstrować swoje patriotyczne poglądy. „Miał mundur województwa” czytamy w „Panu Tadeuszu,” gdzie znajdziemy do­kładne objaśnienie, jak taki strój wyglądał. Stąd przysłowia: „suknia człekiem czyni” (ma odpowiedniki w wielu językach europejskich), „jakie odzienie, takie uczczenie” itd. Tutaj warto zapytać, do jakiej kategorii, miły Czytelniku, można zaliczyć Ciebie na podstawie Twojego ubioru? Nie mogę ja na to py­tanie odpowiedzieć, trudno będzie i Tobie, bo sam siebie człowiek słabo widzi i ocenia. Ale próbować warto, bo inni zrobią to na pewno.

error: Content is protected !!