Kategoria: Prezenty

Wszystkie prezenty mają wartość monety obiegowej

Ktoś mądry życiowo powie: zamiast budować teorie zauważ, że wszystkie prezenty mają wartość monety obiegowej. Rzeczywiście, płaci się nimi za wyświadczone uprzejmości, za nie opłacone usługi („Ale panie, gdzie ja bym tam brał pieniądze za ten zlew” oburza się sąsiad). Nimi się też zadatkuje przyszłą życzliwość. Lekarzowi, adwokatowi, murarzowi, koleżance ze studiów, która popchnie poda­nie w urzędzie miasta. Nie ma w tym nic skandalicznego, wprost przeciwnie, prezent na imieniny to nie łapówka, jeśli oczywiście nie przesadziliśmy z wydat­kiem. Mamy jednak na ogół poczucie realizmu co najwyżej pudełko czekoladek największe w całym mieście, kwiat co najmniej z Holandii albo z Egiptu. Rozmiar świadczy o nasileniu uczuć wdzięczności. 

Jaki prezent kupić?

Wróćmy do rzeczywistości, bo czeka nas istotne pytanie: co kupić? Słyszy się taką opinię: „Z chłopem nie ma problemu, pytanie tylko która?…” Chodzi o wybór butelki, oczywiście. Jest to rozwiązanie pry­mitywne, ale jednak i wygodne, otwiera bowiem szansę na użycie ko­lejnych butelek w charakterze „prezentu przechodniego” zawartość przecież nie jełczeje jak czekoladki. Zakładamy, że nowemu właścicie­lowi butelki uda się uchronić ją przed zbyt intensywnym zaintereso­waniem pozostałych gości, którzy wprawnie potrafią się zorientować w rozmiarach zapasów i nowych nabytków. Temu problemowi nadzoro­wania konsumpcji alkoholu trzeba będzie poświęcić specjalną uwagę.

Drobne gesty

Myślę, że nawet powinni, jeśli rzecz traktują jak pusty gest, a okazja jest prozaiczna (na przykład wpadliśmy, żeby obejrzeć ku­zyna z Biłgoraja co innego jeśli na imieniny czy nie daj Boże wese­le). Wszelkie wysilone działania pod hasłem „wypada przynieść kwiatek” są gorsze niż sytuacja, gdy się przyjdzie z pustymi rękami. Kwiat to nie prezent z gatunku praktycznych, jedyne jego zalety to piękno. A jeśli piękno nie jest piękne? Jeśli kwiatów ma być więcej, ich liczba powinna być nieparzysta (3,5,7 i tak bez końca). Wyjątek robimy dla babci, gdy obchodzi set­ną rocznicę urodzin i tyleż kwiatów ma prawo otrzymać. Dlaczego liczby powinny być nieparzyste, wiedzą fachowcy z branży podobno łatwiej taką liczbę ukształtować w bukiet. Kwiaty podaje się gospodyni czy jubilatowi już w przedpokoju, wyjęte wcześniej z opakowania, trzymane łodygami w dół. Zdarzają się grzechy przeciw dobrym manierom fatalne, nawet na estradach i scenach, gdzie wręczenie kwiatów ma być elementem widowiska więc powtarzam: łodygami w dół! Tak kwiaty rosną na grządce! A w ogóle, postępować należy bez popłochu, a papier z opakowania starać się gdzieś umieścić, przy pomocy „drugoplanowych” domow­ników. W żadnym razie nie wpychać go za kaloryfer przy windzie!

Kłopotliwy temat

Dobra do wykonania takiej operacji jest kobieta, bo pracowicie całą sprawę zagada, pięć razy zmieni temat i rodzina nawet nie zdą­ży się obrazić, zmęczona samym słuchaniem. A jak już pieniądze leżą, to koniec dyskusji. Odstraszywszy Czytelników (rzeczywiście przesadnie!) od „prezentów pomocowych”, przejdźmy do tych zwykłych. Najbardziej wy­próbowane są kwiaty, oczywiście cięte (choć w kręgach starszych pań są w obiegu i doniczki, ale tylko z roślinami kategorii extra). Kwiaty cięte, ale jakie? W tzw. damskim gronie, bardziej wyczulo­nym estetycznie, słyszy się czasem takie narzekania: „Przy każdych odwiedzinach znajomi przynoszą po jednej gałązce róży, na ogół lek­ko przywiędłej i zakończonej pączkiem, który się nigdy nie rozwinie. Przynoszą, bo tak wypada, a w kwiaciarni kupują to, co najtańsze. Czy nie mogliby sobie darować?”

error: Content is protected !!